Gdy choroba wywraca codzienność do góry nogami

Brakuje mi słów, by opisać ten czas. Choroba dziecka zawsze wywraca wszystko do góry nogami, ale nie chodzi tylko o nieprzespane noce czy brak sił. Najtrudniejsze jest patrzeć, jak ktoś tak młody i pełen energii nagle traci siły, rezygnuje z rzeczy, które go cieszą, bo ciało odmawia współpracy.

Miłosz był taki podekscytowany niedzielnym turniejem – czekał na niego, trenował, a wczoraj, zamiast grać, musieliśmy wrócić do domu. Rozbolał go brzuszek, gorączka nie odpuszczała, a on sam był smutny, że nie mógł być z drużyną. Teraz cały dzień leży – śpi, odpoczywa, je tyle, ile da radę. Nawet mój krupnik, który zawsze lubił, ledwo przechodzi mu przez gardło.

W takich chwilach jako mama robię to, co mogę. Gotuję, czytam mu historie o traktorku Romku, który jakby stał się jego małym bohaterem, i przytulam go, kiedy tylko tego potrzebuje. A potrzebuje dużo. Sama jednak czasem czuję, jak siły mnie opuszczają. Praca, dom, troska o dzieci – wszystko toczy się dalej swoim rytmem, choć ja najchętniej na chwilę bym się zatrzymała.

Czasem trzeba pozwolić sobie poczuć zmęczenie, prawda? 

Wiem, że to minie, że wrócimy do naszej codzienności, ale dziś, w tym wszystkim, próbuję złapać równowagę. 

Małe chwile wsparcia – Wasze ciepłe myśli, słowo otuchy – potrafią zdziałać cuda.

Trzymajcie kciuki za Miłosza, żeby szybko wrócił do sił, a ja obiecuję pisać dalej, gdy tylko ten ciężki czas trochę się uspokoi.



Kilka chwil z mojego życia

Ostatnio u mnie sporo się dzieję udało mi się zorganizować czas i wyjść z przyjaciółką na kolację i drinka, pogadać w spokoju bez myślenia o tym co się dzieje z dzieciaczkami, czy wszystko mają i czy czegoś w tym czasie nie potrzebują a to tylko dlatego iż moja Mama się zgodziła na kilka godzin Nimi zaopiekować w domku (wyszłam o 19 a wróciłam już o 23). Te kilka godzin pozwoliły mi nabrać sił na kolejne miesiące z moimi Pociechami. Niektórzy może pomyślą, że moje zachowanie jest samolubne czy coś w tym stylu ale powiem Wam od razu, że każdy potrzebuje takiego wyjścia i powinien jak tylko może korzystać z takich możliwości bo są to ważne aspekty życia każdego z Nas. 


W ostatnim czasie mieliśmy również dwie imprezy urodzinowe w rodzinie, na których oczywiście byliśmy. Były to trzecie urodzinki Amelii mojej siostrzenicy i 7 urodziny mojego siostrzeńca Adrianka.







W piątek 28 października wyruszyłam również z całą rodzinką na uroczystą przysięgę Mojego Brata Michała do zasadniczej służby wojskowej. I mogę się pochwalić, że dostał się do 19 lubelskiej brygady zmechanizowanej. Uroczystość odbyła się w Poznaniu po przygotowaniu wojskowym. Brat nawet wrócił w Swoim mundurze. Z okazji tego, że miałam okazję być na tej uroczystości udało mi się troszeczkę zwiedzić Poznań maszerując pieszo. Byliśmy w Galerii Stary Browar, [przeszliśmy przez park, w którym był bardzo fajny plac zabaw dla dzieci, szliśmy również ulicą Półwiejską (tą nazwę jedyną udało mi się bardzo dobrze zapamiętać) docierając do centrum miasta, troszkę mają rozkopane ale wokół jest bardzo dużo knajpek i sklepów. Ludzie w Poznaniu byli bardzo uprzejmi, ale widać również było że cały czas się gdzieś śpieszą. Kierowaliśmy się dalej w kierunku Katedry położonej na wyspie Ostrów Tumski, otoczonej korytem Warty i Cybiny. Tam zakończyliśmy swoją podróż gdyż wszyscy już byli bardzo zmęczeni a przede wszystkim moi synowie, którzy dzielnie kroczyli z Nami na swoich małych stopkach. Z Ostrowa Tumskiego ruszyliśmy autobusem cztery przystanki i dalej poszliśmy pieszo. Po drodze udało nam się kupić ciepłe pączki i dalej poruszaliśmy się w stronę Naszego hotelu Topaz położonego przy ul. Przemysłowej 34A. W tym dniu nie tylko podróż autem była długa ale również Nasz spacer po Poznaniu.😊 Do pokoju udało Nam się zamówić pyszną kolacje i wszyscy po wieczornej pielęgnacji ciała poszliśmy spać. Rano pyszne śniadanie w hotelu, chłopcy nie wiedzieli co chcą jeść tak dużo było pyszności przygotowanych a i tak zakończyli na bułeczkach i miodzie. Na 8.45 dojechaliśmy autem na ul. Wojska Polskiego 86, gdzie już wszyscy kierowali się na plac, na którym miała się odbyć uroczysta przysięga. Po uroczystości dostaliśmy informację od brata, iż dopiero koło 14 będziemy mogli po Niego przyjechać dlatego też wybraliśmy się na zakupy do Poznańskiego Primarka. W galerii prócz zakupów nawet udało się pójść na lody i mamy sms możecie przyjeżdżać. Odebraliśmy Brata i ruszyliśmy w kierunku Lublina do domu. Tak zakończył się Nasz dwudniowy wyjazd.











A teraz troszeczkę powiem Wam o czym miałam najpierw napisać ale doszłam do wniosku, że lepiej zacząć pisanie o czymś miłym. Wczoraj odwiedziłam mojego Tatę, ciocię, dziadka, wujka i babcię a w dniu dzisiejszym 1 listopada postanowiłam troszkę odpocząć w domku i przyjąć jak najlepiej swoich gości.


Koło godziny 12 odwiedziła mnie moja koleżanka z synkiem. Chłopcy się świetnie bawili a My miałyśmy chwilkę na pogaduszki. Wspólnie zjedzony obiadek, zakończone zabawy i zabrałam się po ich wizycie do pieczenia ciasta marchewkowego, którego nie zdążyłam wcześniej upiec. Przygotowałam kolację dla Mnie, moich Synów i moich kolejnych gości 💗 Wieczór bardzo miło spędzony w gronie osób na których zawsze w każdej chwili mogę liczyć. I takich ludzi każdemu z Was życzę abyście mieli takich przyjaciół, którzy nie będą patrzeć na to ile macie w kieszeni tylko będą Was darzyć zaufaniem i przyjaźnią za to kim jesteście. Kamila to Moja przyjaciółka, która znam od technikum zawsze mnie wysłucha i jest w każdym momencie moich trudnych chwilach. Jestem jej wdzięczna za każdą radę i słowo, które od Niej otrzymałam za to wsparcie i przyjaźń. Ten wspólny czas spędziliśmy bardzo miło, na uśmiechach, rozmowach i zabawach z moimi dzieciaczkami. 


     
Myślałam, że nic dzisiejszego dnia nie jest w stanie mi popsuć do póki nie zobaczyłam relacji na Instagramie. Na początku nie zwróciłam uwagi, że miejsce jest mi bardzo znajome, nawet złożyłam życzenia urodzinowe a później kolejna relacja przykuła mi uwagę gdyż po prawej stronie sypialni zobaczyłam moje pudełko, w którym już od bardzo długiego czasu leży mój nowy sprzęt do kuchni. Zamarłam na chwilę, serce znów zaczęło boleć i przypomniało mi o tym jak naprawdę szczerze darzyłam uczuciem tego człowieka, który cały czas mnie okłamywał na zmianę z osobą, którą niegdyś traktowałam jak siostrę. Zorganizował urodziny synowi mojej byłej przyjaciółki. Oboje na siebie cały czas gadali, jedno i drugie mówiło, że nie mają ze sobą kontaktu a tu dopiero drugi miesiąc mija odkąd z Nim nie rozmawiam a oni wspólnie z rodziną i przyjaciółmi spędzają czas. Piszę tu o tym bo to mi pomaga w zapomnieniu i mimo, iż płakałam gdzie obiecywałam sobie, że już więcej z tego powodu nie uronię ani jednej łzy gdzie sama siebie zawiodłam i oszukałam to chcę abyście wiedzieli, że lepiej takie sytuacje choć są bardzo ciężkie to postarać się przetrwać i nie wracać do tego bo to tylko prowadzi do kolejnych smutków i frustracji. Tak, wiem mówię Wam o tym a sama się załamuje ale powiem Wam szczerze łatwiej komuś powiedzieć, dać radę i poczekać aż ktoś da podobną Nam bo sami nie damy rady tego przejść, dlatego też cieszę się, że mimo ciężkich chwil wiem już kto naprawdę jest dla mnie życzliwy i kto chce mojego dobra a nie tylko mnie wykorzystać. Każdego dnia stajemy się silniejsi i nie ma co padać na kolana tylko idźmy przed siebie z podniesionymi głowami bo jesteśmy tego Warci. Mamy prawo do tego aby czuć się kochanym, potrzebnym i być szczęśliwym i pamiętajmy, że to nie ważne co było tylko to co jest teraz i jak zbudujemy kolejne dni.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam do pozostania na dłużej, a jeśli masz ochotę abym poruszyła na Moim blogu jakiś ciekawy wątek to daj mi znać w komentarzu a tymczasem życzę Ci dobrej nocy. 😊


Minął już prawie rok



      Minął już prawie rok odkąd założyłam bloga. Powstały dwa wpisy i zakończyłam pisanie mimo iż to uwielbiam. Powiem szczerze to brakowało mi tej możliwości, że mogę coś napisać a ktoś inny to przeczyta, ale zafascynowana miłością poświęcałam cały mój cenny czas osobie, która tak naprawdę na to nie zasługiwała. Czemu tak piszę, bo dopiero po roku znajomości to zrozumiałam! Oczywiście mówiąc o poświęconym czasie, zaangażowaniu nie zapominałam w tym wszystkim o Moich dzieciach choć myślę, że jeśli nie byłabym tak zaślepiona mogłabym poświecić dzieciom dużo więcej uwagi niż to robiłam. 

     Dawałam z siebie bardzo dużo a dostawałam tak naprawdę czasami nic. Przykre to jest bo myślę, że takich kobiet jak Ja jest dużo więcej gdzie dają z siebie bardzo wiele nie oczekując w zamian gwiazdek z nieba tylko choć troszkę zrozumienia, ciepła, bliskości. 

A Wy moi Czytelnicy jak uważacie: są to zbyt wysokie wymagania? Aż tak dużo kosztują tą drugą połówkę, że nie da się ich spełnić?

      Ten rok był chyba dla mnie bardzo ciężki w każdym aspekcie mojego życia. Najpierw miłość, która okazała się złudna, w między czasie miałam wypadek w trakcie mojej pracy będąc na rejonie poślizgnęłam się i uderzyłam w tył głowy o podłoże wyłożone kostką. Spędziłam w domu pół roku na zwolnieniu lekarskim. Poświęciłam ten czas osobie, w której się zakochałam całym swoim serduszkiem. Nie wiem czy zakończyliśmy znajomość już tak na zawsze ale wiem, że staram się nie odzywać do Niego od 2 września tego roku. Nasza wymiana zdań, można by Nawet powiedzieć kłótnia nastąpiła 31 sierpnia. Powiedziałam mu wszystko co mnie bolało, zacytowałam jego zdania, ciągłe wymówki kiedy proponowałam spotkanie, wspólne wyjście, wspólnie spędzony czas i zawsze słyszałam odmowę w stylu:  "jestem bardzo zmęczony, miałem dużo pracy, zajmowałem się wnukami, dziś nie mam ochoty na rozmowę i wiele innych..." Gdzie wcześniej wszystko było bez problemu pomagaliśmy sobie w każdej sytuacji, gdzie potrafił przegadać ze mną całą noc, opowiadając o wszystkim, jak mu minął dzień, czemu jest smutny, co się wydarzyło... Mieliśmy bardzo dobry ze sobą kontakt. Sytuacja się zmieniła z dnia na dzień od lipca tego roku. Tak jakby poznał kogoś, kto mu bardziej odpowiada nawet pod względem wieku ale nie miał i nadal nie ma odwagi się do tego przyznać. Kilka razy złapałam Go na kłamstwie gdy mówił, że jest bardzo zmęczony i idzie spać raptem rozmawiał z kimś innym, linia zajęta i tak przez kilka godzin. Początkowo wierzyłam, że może córka, siostra dzwoni o tak późnej porze ale z czasem przestałam bo było to bardzo dla mnie dziwne.

      Jestem z natury osobą, która nie czepia się z byle powodu o jakąś tam sytuację jedną czy drugą nie mając na to konkretnych dowodów prócz swoich myśli, więc nie poruszałam zbytnio tego tematu a wręcz dawałam Mu możliwość samemu wyjaśnienia czemu nie mamy dla siebie czasu. Pewnie dużo osób już na tym etapie sobie myśli, że trzeba było dać sobie spokój tylko niekiedy jest to bardzo trudne bo jeśli się kogoś kocha bardzo mocno to nie jest tak łatwo po prostu zapomnieć a tym bardziej jak się poświęca całym sobą. Myślę, że jest wiele rodzin, w których rodzice nie podejmują kroku związanego z rozstaniem chociażby dlatego, że jedna z nich bardzo kocha, są dzieci, które by to źle odebrały i tak tkwią w tym związku i się oszukują nawzajem dopóki nie dojdzie do jakiejś tragedii gdzie w końcu się otrząsają i widzą popełniany błąd bo lepiej się rozstać i cieszyć pełnią życia niż myśleć, że jutro będzie lepiej.

     Ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy z Nas ma taką samą dobę, nikt nie ma więcej godzin bądź mniej i to od Nas samych zależy jak sobie ten czas zaplanujemy. Jedni potrafią znaleźć nawet w najcięższym swoim dniu pracy, wielu obowiązków chociaż pięć minut dla swojej drugiej połówki co oznacza, że zależy to wszystko od chęci i zaangażowania. Osoby, które zawsze się wykręcają wymyślając co rusz nowe wymówki dają sygnał, że nie są zainteresowani. Wiem, że jest to przykre i nie jest łatwo to zauważyć, ale mówię Wam o tym aby innej osobie w podobnej sytuacji było choć troszkę łatwiej. Prawie rok czasu mi zajęło abym odczarowała się z miłości do osoby, która na nią nie zasługuję odpychając mnie od siebie w każdej sytuacji ale nie mówiąc mi tego wprost. Naprawdę jest bardzo trudno zmienić wszystko i zostawić ukochanego, a tym bardziej jeśli jest się w związku bardzo długo.

      Mi było z tym ciężko, przepłakałam dwa tygodnie. W czasie kiedy ogarniałam wszystkie moje obowiązki, opiekowałam się dziećmi nie myślałam o tej trudnej chwili, ale nastawał moment gdy w domu zapadała cisza, brałam koc, otulałam się nim, i płakałam w poduszkę i nie pomagały filmy, książka, bo co spojrzałam na telefon On nie dzwonił, nie pisał, a mi było z tym bardzo źle. Oczywiście raz złamałam swoją zasadę i napisałam o tym jak się czuje, tak dostałam odpowiedź dzień później: "Cześć Dorotko. Przykro mi, że tak się czujesz". Jeszcze bardziej mnie to zabolało bo to oznaczało, że to wszystko w co wierzyłam było złudne i nie prawdziwe, że po Nim to spłynęło jak woda płynąca po Naszym ciele w trakcie brania prysznicu! Do dnia dzisiejszego jeszcze czuję smutek, boli mnie jak widzę zdjęcia wstawione na portalu społecznościowym np. z wyjazdu na Ukrainę we wrześniu, bądź mile spędzonego czasu nad morzem ze znajomymi a nawet może z nowo poznaną Kobietą, z wyjazdu do Częstochowy, który odbył się cztery dni temu: On sam i kilkanaście kobiet w autokarze. Tak, wiem znowu masz myśli, że to nic złego i oczywiście masz rację On ma prawo żyć i cieszyć się chwilą i Ja tego nie zaprzeczam tylko jest mi po prostu bardzo smutno, że gdy Ja chciałam z Nim spędzić czas to od trzech miesięcy nie mógł znaleźć dla mnie ani chwili. Bardzo to boli ale też daje mi możliwość nauki abym nie popełniła kolejny raz tego samego błędu a mianowicie mówiąc abym przestała wierzyć w każdą opowiedzianą bajeczkę bo nie tędy droga. Związek powinien być budowany na przyjaźni, zaufaniu i szczerości a za tym idą też cielesne przyjemności.

Ten trudny rok pokazał mi jak wiele straciłam i jak wiele mogłam dać z siebie nawet Wam moim Czytelnikom 😊