Gdy choroba wywraca codzienność do góry nogami

Brakuje mi słów, by opisać ten czas. Choroba dziecka zawsze wywraca wszystko do góry nogami, ale nie chodzi tylko o nieprzespane noce czy brak sił. Najtrudniejsze jest patrzeć, jak ktoś tak młody i pełen energii nagle traci siły, rezygnuje z rzeczy, które go cieszą, bo ciało odmawia współpracy.

Miłosz był taki podekscytowany niedzielnym turniejem – czekał na niego, trenował, a wczoraj, zamiast grać, musieliśmy wrócić do domu. Rozbolał go brzuszek, gorączka nie odpuszczała, a on sam był smutny, że nie mógł być z drużyną. Teraz cały dzień leży – śpi, odpoczywa, je tyle, ile da radę. Nawet mój krupnik, który zawsze lubił, ledwo przechodzi mu przez gardło.

W takich chwilach jako mama robię to, co mogę. Gotuję, czytam mu historie o traktorku Romku, który jakby stał się jego małym bohaterem, i przytulam go, kiedy tylko tego potrzebuje. A potrzebuje dużo. Sama jednak czasem czuję, jak siły mnie opuszczają. Praca, dom, troska o dzieci – wszystko toczy się dalej swoim rytmem, choć ja najchętniej na chwilę bym się zatrzymała.

Czasem trzeba pozwolić sobie poczuć zmęczenie, prawda? 

Wiem, że to minie, że wrócimy do naszej codzienności, ale dziś, w tym wszystkim, próbuję złapać równowagę. 

Małe chwile wsparcia – Wasze ciepłe myśli, słowo otuchy – potrafią zdziałać cuda.

Trzymajcie kciuki za Miłosza, żeby szybko wrócił do sił, a ja obiecuję pisać dalej, gdy tylko ten ciężki czas trochę się uspokoi.



Jak pogodzić pracę z opieką nad chorym dzieckiem?

     Każdy rodzic, którego dziecko zachoruje, wie, jak trudne jest pogodzenie pracy z opieką nad maluchem. Sezon grypowy dodatkowo komplikuje sytuację, bo choroby w przedszkolach i szkołach pojawiają się niemal lawinowo. Jak w tym wszystkim nie zwariować i jednocześnie zapewnić dziecku opiekę oraz spokój? W tym artykule dzielę się swoimi doświadczeniami oraz praktycznymi wskazówkami.

Twoje prawa jako rodzica – co możesz zrobić?

W sytuacji choroby dziecka masz kilka możliwości, z których możesz skorzystać:
  • Dwa dni wolne na dziecko (art. 188 Kodeksu pracy):
    Każdy rodzic ma prawo do dwóch dni płatnego wolnego na opiekę nad dzieckiem do 14. roku życia. Możesz wykorzystać te dni jednorazowo lub podzielić je na pojedyncze dni bądź godziny – decyzja należy do Ciebie.

  • Dni wolne na żądanie:
    W roku kalendarzowym przysługują Ci 4 dni wolne na żądanie (również płatne). To dobre rozwiązanie, gdy nagle musisz zostać z chorym dzieckiem w domu.

  • Zasiłek opiekuńczy:
    Jeżeli dziecko wymaga dłuższej opieki, możesz skorzystać z zasiłku opiekuńczego. Przysługuje on na dzieci do 14. roku życia i jest wypłacany na podstawie zwolnienia lekarskiego wystawionego przez pediatrę.

  • Urlop bezpłatny:
    Jeśli sytuacja tego wymaga, możesz wnioskować o urlop bezpłatny. Należy jednak pamiętać, że jego przyznanie zależy od zgody pracodawcy.

  • Rozmowa z pracodawcą:
    Warto spróbować omówić możliwość pracy zdalnej lub elastycznego grafiku. Czasem nawet drobne zmiany w godzinach pracy mogą pomóc w pogodzeniu obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem.

Moje doświadczenie – jak radzę sobie w trudnych chwilach?

Obecnie korzystam ze zwolnienia lekarskiego, aby opiekować się moim synem, Szymonem, który jest chory. Dzięki temu mogę być blisko niego, dbać o jego potrzeby i zapewnić mu spokojny czas w domu. Choroba dziecka nigdy nie jest łatwa – często pojawia się frustracja, złe samopoczucie i wymagające emocje. Dzieci w takich momentach potrzebują więcej uwagi i cierpliwości, co bywa wyczerpujące.

Mimo tych trudności staram się odnaleźć pozytywy w tej sytuacji – spędzam więcej czasu z moimi dziećmi i, co ważne, pozwalam sobie na odpoczynek. W takich chwilach warto pamiętać, że nie musimy być idealni – ważne jest, by robić tyle, ile jesteśmy w stanie.


Jak wzmocnić odporność dziecka? Naturalne sposoby

Choroba dziecka przypomina nam, jak ważna jest codzienna dbałość o odporność. Oto kilka sprawdzonych, domowych sposobów:

Zdrowe mikstury i domowe syropy:
  • Syrop z cebuli – wystarczy pokroić cebulę w plasterki, zasypać cukrem lub zalać miodem i poczekać kilka godzin. Syrop ten działa przeciwzapalnie i wzmacnia organizm.
  • Herbata z imbirem, miodem i cytryną – świetnie rozgrzewa i wspomaga odporność.
Dieta bogata w witaminy:
  • Wprowadź do jadłospisu dziecka produkty bogate w witaminę C (papryka, natka pietruszki, owoce cytrusowe) oraz probiotyki (kiszonki, jogurty naturalne).
  • Pamiętaj o zdrowych tłuszczach, takich jak orzechy, pestki dyni czy ryby.
Codzienne nawyki:
  • Regularne spacery na świeżym powietrzu, nawet w chłodniejsze dni, pomagają hartować organizm.
  • Wietrzenie pomieszczeń i dbanie o odpowiednią wilgotność powietrza w domu.
  • Odpowiednia ilość snu – regeneracja organizmu dziecka jest kluczowa dla odporności.

 Dobre przygotowanie to podstawa

Choroba dziecka zawsze jest wyzwaniem, ale warto przygotować się na takie sytuacje:
  • Stwórz domową apteczkę z podstawowymi lekami i suplementami wspierającymi odporność.\
  • Ustal „awaryjny” plan – kto z rodziny może pomóc w nagłych sytuacjach?
  • Organizacja dnia – czasem dobrze jest mieć zapas gotowych posiłków w zamrażarce, by odciążyć się w trudniejszych chwilach.

Na zakończenie…

      Choroba dziecka to dla każdego rodzica trudny czas. Warto jednak pamiętać, że nie jesteśmy sami w tej sytuacji – istnieją rozwiązania, które mogą ułatwić nam życie, a także wsparcie w postaci najbliższych czy współpracowników. Czas spędzony z chorym dzieckiem, choć wymagający, może być też okazją do budowania bliskości i wspólnych chwil, które w codziennym pędzie często nam umykają.

Mam nadzieję, że te wskazówki pomogą Wam przejść przez ten trudny czas. 
Pamiętajcie – dbając o dzieci, nie zapominajcie też o sobie.




Zatrzymać się w biegu

       Ostatnie tygodnie były dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Każdy dzień zaczyna się od porannego biegu: przygotowanie śniadania, pakowanie posiłków do szkoły i pracy, szybki kurs do szkoły, potem praca, wizyty u lekarzy, zajęcia, domowe obowiązki… Wszystko toczy się w szalonym tempie, a doba wydaje się zbyt krótka na wszystko, co muszę zrobić.

       Nie było łatwo, zwłaszcza gdy dowiedziałam się, że Szymek ma problemy ze wzrokiem i potrzebuje okularów. To kolejny niespodziewany wydatek w styczniu, a przecież wciąż muszę opłacić ferie zimowe dla chłopców, bo praca nie czeka. Ale… nie zamierzam się poddawać.

       Po pracy i szkole rozpoczyna się nasza popołudniowa przygoda: w poniedziałki spotkania z psychologiem, od wtorku do piątku treningi piłki nożnej, a w weekendy turnieje, które pochłaniają pół dnia. W międzyczasie oczywiście dom: nauka z Szymkiem, zabawa z Miłoszem, gotowanie, sprzątanie…

       Czasami czuję, że brakuje mi tchu, a zmęczenie odbiera chęci na robienie czegoś tylko dla siebie. Nawet moja twórczość – ta iskierka, która dawała mi tyle radości – gdzieś się zagubiła. W głowie pojawia się pustka, a wena ucieka gdzieś w wir codziennych spraw.

        Mimo wszystko, nie zamierzam się poddać. Uwielbiam, gdy w moim życiu ciągle coś się dzieje – wtedy czas płynie szybciej, a ja czuję, że żyję. Chociaż bywa ciężko, to moja energia mi na to nie pozwala, by zatrzymać się i rozłożyć ręce.

        Muszę jednak przyznać, że przyszedł czas, by wygospodarować chwilę dla siebie. Znaleźć te małe okruchy czasu, w których mogę na nowo odkryć swoją twórczość. I właśnie z tym przychodzę do Was, moi drodzy Czytelnicy. Jesteście dla mnie bardzo ważni, a każda Wasza wskazówka czy komentarz są dla mnie cenne. Może podpowiecie mi, o czym chcielibyście przeczytać? Co Was ciekawi, co sprawia, że zatrzymujecie się na chwilę w codziennym pędzie?

         Wszystko, co robię, robię dla moich synów. Gdybym mogła, dałabym im gwiazdkę z nieba. Są dla mnie najważniejsi, ich potrzeby i problemy są zawsze na pierwszym miejscu. Codziennie zachowuję w sercu te drobne chwile, które spędzamy razem. To one dodają mi siły i motywacji, by działać dalej, by zarażać ich radością i pokazywać, jak piękne jest życie.

          Miłość, jaką dostaję od moich chłopców, jest bezcenna. Ich troska o mnie – pytania, czy wszystko dobrze, czy odpoczęłam – to największy skarb, jaki mogłam dostać. Dzięki nim chce mi się wstać z łóżka każdego ranka, mimo zmęczenia i trudności.

          Chcę Wam coś polecić – szukajcie tych najmniejszych gestów, które wywołują uśmiech na Waszych twarzach. To może być drobnostka: uśmiech dziecka, miłe słowo od bliskiej osoby, moment ciszy z kubkiem herbaty w ręce. To od takich małych chwil zaczynają się te większe kroki.


Ja dziękuję Wam, że jesteście tutaj ze mną. Ściskam Was mocno i z niecierpliwością czekam na Wasze pomysły i podpowiedzi. Wspólnie zawsze znajdziemy drogę do pięknych chwil!






"Matki Pingwinów" - opowieść o sile, miłości i akceptacji [RECENZJA]

       „Matki Pingwinów” to serial, który porusza najgłębsze zakamarki serca. Opowiada o rodzicielstwie pełnym wyzwań, ale i o bezwarunkowej miłości, która daje siłę, by walczyć każdego dnia. Jako mama dziecka z niepełnosprawnością, oglądałam tę historię z bijącym sercem – widziałam w niej odbicie swojej codzienności, ale także pewne braki, które są bolesne, bo dotyczą nas wszystkich.
 
       Główna bohaterka serialu jest bokserką – silną, zdeterminowaną, zdolną pokonać każdego przeciwnika na ringu. Jednak to, co spotyka ją w życiu prywatnym, staje się wyzwaniem, które wydaje się przerastać nawet ją. Diagnoza jej syna – autyzm – sprawia, że po raz pierwszy czuje się zagubiona i bezradna.

       Jej historia przypomina mi, jak trudna i bolesna bywa droga do zaakceptowania faktu, że nasze dziecko jest inne. Bohaterka walczy – z systemem, z poradniami, z własnymi myślami. Szuka szkoły, która „pasowałaby” do jej wizji życia syna, przekonana, że specjalna placówka to znak porażki. Ale w końcu, po długiej drodze pełnej łez i frustracji, dochodzi do najważniejszego wniosku: miłość do dziecka nie zależy od tego, czy spełnia nasze oczekiwania. To akceptacja jego wyjątkowości jest prawdziwym wyrazem siły i odwagi.

A co z rodzicami, których nie stać na walkę?

       To, co poruszyło mnie najbardziej, to pytanie, które pojawiło się w mojej głowie podczas oglądania: a co z rodzicami, którzy nie mają takich możliwości jak bohaterka?

       Jako mama wiem, ile kosztuje terapia, diagnostyka, a nawet zwykła codzienność z dzieckiem, które wymaga specjalnego wsparcia. Wiem też, jak długo trzeba czekać na pomoc w ramach NFZ – miesiącami, a nawet latami. Rodzice, którzy nie mogą sobie pozwolić na prywatne terapie, są często pozostawieni sami sobie, zmagając się z systemem, który zamiast pomagać, stawia kolejne przeszkody.

       Brakuje też zrozumienia ze strony społeczeństwa. Niepełnosprawność dziecka wciąż jest tematem tabu. Ludzie boją się o tym mówić, bo nie chcą być oceniani, wytykani palcami. A przecież zrozumienie i wsparcie to pierwsze kroki do tego, by takie rodziny mogły poczuć, że nie są same.

Dlaczego warto mówić o tym głośno?

       Bo każdy z nas może coś zmienić. Może to być chwila rozmowy z rodzicem, który potrzebuje wsparcia. Może to być zrozumienie, że dziecko z niepełnosprawnością nie jest „trudne” – po prostu potrzebuje innego podejścia. Albo nawet mały gest, który pokaże, że jesteśmy obok.

     „Matki Pingwinów” to serial, który przypomina, jak ważna jest miłość i akceptacja, ale też pokazuje, że wciąż jest wiele do zrobienia. Brakuje wsparcia dla rodzin, które codziennie walczą o to, by ich dzieci mogły się rozwijać. Brakuje świadomości, jak trudne jest życie tych, którzy muszą zmagać się nie tylko z własnymi emocjami, ale i z biurokracją czy brakiem środków finansowych.

      Dla mnie ten serial to więcej niż opowieść o bohaterkach – to przypomnienie, że każda mama, która walczy o swoje dziecko, jest prawdziwą wojowniczką. Nie zawsze musimy być idealne, nie musimy wszystkiego wiedzieć od razu. Wystarczy, że jesteśmy obok, uczymy się na błędach i kochamy nasze dzieci takimi, jakie są.

      Jeśli znasz rodzica dziecka z niepełnosprawnością, okaż mu wsparcie. Nie musisz mieć wszystkich odpowiedzi – czasem wystarczy, że powiesz: „Jestem tu, jeśli będziesz mnie potrzebować”. Razem możemy zmienić tę rzeczywistość, w której każda rodzina znajdzie swoje miejsce i pomoc, jakiej potrzebuje.


Oficjalna okładka promocyjna serialu Matki Pingwinów. Źródło: Netflix.
 


Nowy Rok, nowa energia! Zobacz, co udało mi się osiągnąć w 2024 roku

      Miniony rok był dla mnie czasem pełnym wyzwań, ale i ogromnych sukcesów. Każdy dzień przynosił coś nowego – zarówno trudne momenty, które wymagały ode mnie siły, jak i chwile radości, które przypominały, dlaczego warto iść naprzód. 2024 rok był pełen zmian, nowych doświadczeń i projektów, które mogłam realizować dzięki wsparciu moich bliskich oraz Was – moich czytelników. Teraz, z nową energią, wkraczam w 2025 rok i już teraz wiem, że będzie to czas pełen ekscytujących wyzwań!

     Patrząc wstecz, mogę śmiało powiedzieć, że 2024 rok przyniósł wiele niezapomnianych chwil, które zapisały się w naszej rodzinnej historii. Było pasowanie Szymona na ucznia – wydarzenie pełne emocji i dumy. Choć codziennie mierzymy się z jego wyzwaniami, to widzę, jak ogromne postępy robi, co daje mi motywację do dalszego wspierania go w szkole i poza nią.


 
      Z kolei Miłosz i jego drużyna, KS Północ, od września robią ogromne postępy. Ostatni turniej przed świętami był tego najlepszym dowodem – chłopcy świetnie się spisali, wygrywając wszystkie mecze. Choć nie przyznawano miejsc, dla mnie byli zdecydowanie najlepsi! Widać, że ciężka praca na treningach przynosi efekty, a z każdym turniejem udowadniają, jak wspaniałymi zawodnikami są. Jestem niesamowicie dumna, widząc ich walkę i rozwój.


 
       Oczywiście życie to nie tylko sukcesy – zdarzają się trudniejsze momenty, które uczą pokory. Ale właśnie te chwile pokazują, jak ważne jest wsparcie i dążenie do swoich celów. Wierzę, że z wytrwałością można osiągnąć wszystko.

      Ten rok był dla mnie także przełomowy na płaszczyźnie zawodowej. Udało mi się zmienić pracę na taką, o której marzyłam od dawna – miejsce, gdzie widzę szansę na rozwój i osiągnięcie czegoś więcej. Ta zmiana dała mi nową energię i sprawiła, że patrzę w przyszłość z jeszcze większym optymizmem.

      Rok 2024 przyniósł mi także jeden z moich najważniejszych projektów – stworzenie kart pracy o emocjach dla dzieci i rodziców. Pomysł na te materiały zrodził się z codziennych doświadczeń z moimi synami i potrzeby wsparcia ich w lepszym zrozumieniu swoich uczuć.

     Karty to coś więcej niż zestaw ćwiczeń – to narzędzie, które pomaga budować więzi i otwiera przestrzeń do rozmów o emocjach. Znajdziecie w nich historie, sytuacje do dopasowania, miejsce na rysunki, a także praktyczne wskazówki dla rodziców, jak wspierać dzieci w trudniejszych momentach. Wszystko w jasnych, pastelowych kolorach, które cieszą oko i zachęcają do wspólnej pracy.

     Z radością mogę ogłosić, że karty są już dostępne na platformie sprzedażowej naffy! Wierzę, że dzięki nim wiele rodzin będzie mogło spędzić miłe chwile razem, ucząc się i bawiąc jednocześnie. Już teraz zapraszam Was do zapoznania się z moją ofertą – szczegóły znajdziecie tutaj:

👉 https://www.naffy.io/dorota-juzwiak

     Z nowym rokiem przychodzi nowa energia i mnóstwo pomysłów na kolejne projekty. Rok 2024 pokazał mi, że nawet w trudniejszych chwilach warto wierzyć w swoje marzenia i stawiać małe kroki w ich kierunku.

     Mam nadzieję, że razem przejdziemy przez 2025 rok z równie dużą dawką pozytywnej energii. Już teraz planuję kolejne wpisy na blogu, w których podzielę się z Wami moimi doświadczeniami, inspiracjami i pomysłami na lepsze życie w codziennym chaosie.

     Dziękuję, że byliście ze mną przez ten rok – każde Wasze słowo wsparcia i komentarz dodawały mi sił. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, koniecznie sprawdźcie moje karty pracy o emocjach – jestem przekonana, że wniosą wiele wartości do Waszych rodzin.


 

    Trzymajcie się ciepło i oby ten rok przyniósł Wam wszystko, czego sobie życzycie! 
Do zobaczenia w kolejnych wpisach.



Tegoroczne Święta 2024!

        Święta Bożego Narodzenia mają w sobie coś wyjątkowego – to czas, kiedy codzienny pośpiech zwalnia, a my możemy skupić się na tym, co naprawdę ważne: bliskości, rodzinie i wspólnie spędzonych chwilach. Tegoroczne Święta były dla mnie i moich dzieci pełne wzruszeń, ciepła i refleksji.

        Jednym z najbardziej poruszających momentów było nasze spotkanie z babcią Anną we Włodawie. Babcia, mimo upływu lat i problemów z pamięcią, nadal z radością nas rozpoznaje i cieszy się każdą chwilą spędzoną razem. Zabranie jej na kawę i obiad do "Restauracji Hotel Drób" było okazją, by stworzyć kolejne piękne wspomnienia. Wręczyliśmy jej wspólny prezent – album pełen zdjęć i dedykacji, nad którym pracowałam przed świętami. Panie w domu opieki obiecały, że będą go razem przeglądać z babcią – to daje mi nadzieję, że te wspomnienia będą z nią na dłużej.

       Moje dzieci, Szymek i Miłosz, jak zawsze mnie zaskoczyły swoją wrażliwością i ciepłem. Miłosz, pełen empatii, przytulał babcię, tłumaczył jej zdjęcia i cieszył się każdą wspólną chwilą. Szymek, jak to on, uwielbiał pozować do zdjęć i z dumą pokazywał babci każdą rzecz, którą dla niej przygotowaliśmy. Te chwile przypomniały mi, jak ważne jest pielęgnowanie więzi między pokoleniami – dzieci uczą się miłości i szacunku właśnie w takich momentach.

        Był to czas nie tylko radości, ale także refleksji. Tegoroczne Święta uświadomiły mi, jak bardzo warto zatrzymać się w codziennym pędzie i docenić te drobne gesty, które budują nasze relacje. Wspólne rozmowy, uśmiechy, małe przysługi – to właśnie one nadają życiu prawdziwy sens.

A jak Wasze Święta? 
Co sprawiło, że były dla Was magiczne? 
Jakie chwile szczególnie zapadły Wam w pamięć? 
Podzielcie się swoimi refleksjami w komentarzach – chętnie poznam Wasze historie.
























Moja podróż do zrozumienia emocji.

       Bycie rodzicem to nieustanna podróż pełna wyzwań, wzlotów i upadków. Dla mnie ta podróż zaczęła się, kiedy zauważyłam, że mój starszy syn, Szymon, rozwija się inaczej niż jego rówieśnicy. Już jako niemowlę miał trudności z prostymi czynnościami, jak podnoszenie się czy raczkowanie. Było mi ciężko, ale jednocześnie byłam zdeterminowana, by znaleźć pomoc. Dzięki rehabilitacji i zaangażowaniu cudownej specjalistki, Szymon szybko nadrobił te umiejętności.

       Jednak trudności nie zniknęły – później pojawiły się problemy z mową, a w końcu także z emocjami. Na początku wydawało się to „normalne” – płacz, histerie, dziecięce frustracje. Dopiero w przedszkolu zaczęłam dostrzegać, że Szymek nie rozumie zasad panujących w grupie i często złości się, gdy coś nie idzie po jego myśli. Do dziś ma trudności z przegrywaniem i chce, żeby wszystko było „po jego myśli”.

       Z biegiem czasu nauczyłam się rozpoznawać emocje Szymona, a jednocześnie sama zmagałam się z poczuciem winy – czy mogłam coś zrobić lepiej? Jako mama staram się codziennie uczyć, wyciągać wnioski i rozwijać metody pracy, by wspierać zarówno Szymona, jak i młodszego syna, Miłosza.

       Mimo licznych konsultacji i rozmów z psychologami często brakowało mi konkretnych przykładów i działań, które mogłabym zastosować na co dzień. Z tego powodu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć narzędzie, które pomoże mi zrozumieć dzieci oraz nauczyć je radzenia sobie z emocjami – karty pracy o emocjach.

      Kiedy Szymon wybucha złością – co zdarza się dość często – używam kart jako wsparcia w rozmowie. Zamiast ograniczać się do „nie krzycz” czy „uspokój się”, wspólnie analizujemy sytuację: „Co się stało?”, „Jak myślisz, co mogłoby pomóc, żeby było lepiej?”. Proste pytania zapisane na kartach pomagają mu zrozumieć, co się dzieje, a mnie dają narzędzie do efektywniejszej rozmowy.

       Podobnie było, gdy musieliśmy zmierzyć się z emocją smutku. Pewnego dnia Szymon powiedział koleżance, że jej nie lubi. Dla niego to były tylko słowa, ale dziewczynka była wyraźnie zraniona. To był moment, w którym wspólnie zastanowiliśmy się, jak takie słowa mogą wpłynąć na innych. Karta o smutku pomogła Szymonowi zrozumieć, jak ważne jest, by myśleć o tym, co i jak mówimy.

      Te codzienne rozmowy o emocjach, wspierane kartami, stały się sposobem na budowanie głębszej relacji z moimi dziećmi. Pomogły mi nie tylko lepiej ich zrozumieć, ale także nauczyć ich nazywania emocji i radzenia sobie w trudnych chwilach. Każde dziecko przeżywa swoje problemy na swój sposób – Szymon zmaga się z wyzwaniami wynikającymi z jego specyfiki rozwoju, a Miłosz potrzebuje uwagi i akceptacji.

      Karty stały się także narzędziem, które pomaga zbliżyć nas jako rodzinę. Rozmowy, które kiedyś były pełne frustracji, teraz są okazją do lepszego poznania siebie nawzajem i budowania spokojniejszych relacji.

       Moja podróż do zrozumienia emocji nie jest jeszcze zakończona, ale już wiem, że warto podjąć trud, by znaleźć wspólny język z dziećmi. Jako rodzice mamy ogromną odpowiedzialność, by pokazać naszym dzieciom, jak radzić sobie z emocjami, jak je nazywać i akceptować. Bo jeśli nie my, to kto?

      Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, ale wiem, że idziemy we właściwym kierunku. A dzięki kartom pracy o emocjach – które tworzę na podstawie własnych doświadczeń – chcę wspierać nie tylko moje dzieci, ale także innych rodziców, którzy szukają sposobu, by zrozumieć te małe, wielkie emocje swoich pociech.